OPOWIEŚCI SZEPTANE

O człowieku, który został Elfem.

Czyli sercem pisane opowieści szeptane.

Posłuchajcie…

Dawno, dawno temu, niedaleko Irlandii, była sobie wyspa, otoczona magią. 

Żyły na niej elfy, wróżki każdej potrzeby takie jak zębuszki, ogrodowe i opiekunki marzeń no i krasnoludki. Granic wyspy pilnowały leprechauny. 

Wyspa ta, pełna szczęścia i życzliwości, otoczona była magicznym zaklęciem chroniącym, które traciło swoją moc tylko raz do roku. W najdłuższym jego dniu. Wtedy to, wyspę mógł zobaczyć każdy. Przepływając obok lub lecąc nad nią. Ale wszyscy magiczni mieszkańcy mieli i na to sposób. Tego dnia była przeważnie pogoda tak deszczowa i wietrzna, że nikt nie wychodził z domu, nie wypływał w morze a już na pewno nie miał odwagi latać. Pogoda ta utrzymywała się dookoła wyspy wszędzie tam, gdzie mógł przebywać człowiek. Nad samą zaczarowaną wyspą zaś, była piękna słoneczna pogoda i wszyscy świętowali upalny początek wakacji. 

Tymczasem na lądzie, jako straż wybrzeża, pracował Jacek. Miał bardzo dobre, wrażliwe serce. Opiekował się wszystkimi zwierzętami, które wyrzuciło morze, oraz dbał żeby wszędzie było czysto i każdy u brzegu lądu czuł się bezpiecznie. Często patrolował okolicę śmigłowcem i upewniał się że nie ma żadnego zagrożenia i nikt nie potrzebuje jego pomocy. 

Podczas jednego z takich lotów, mimo okropnej pogody i wbrew ostrzeżeniom o nawałnicy, poleciał sprawdzić czy sztorm nie wyrzucił na brzeg żadnego wieloryba czy delfina. Tego dnia w żadnym wypadku nie powinno się latać, gdyż powietrze przepełnione jest silną magią. Ale Jacek o tym nie wiedział. Choć był świetnym i odważnym pilotem stracił panowanie nad śmigłowcem i wpadł w wir szalejącego deszczu i wiatru. Kiedy w końcu całą mocą swoją opanował stery, pogoda dookoła uspokoiła się, wyjrzało piękne słońce, a jego oczom ukazała się piękna zielona wyspa, na tafli turkusowego oceanu. Nigdy wcześniej nie widział takiej zieleni, takich odcieni i barw wszelakich. Zapragnął podlecieć bliżej i przyjrzeć się temu zjawisku. Zobaczył tam ludzi. Ubranych w zielone barwy, pilnujących wybrzeża, zobaczył urocze ogrody i ich opiekunki i niewielkie osady zamieszkałe przez mieszkańców tak niezwykłych że od tej pory niczego tak nie pragnął jak dołączyć do nich wszystkich. Jego serce wypełniła magia radości uniesiona wysoko w niebo przez świętujących mieszkańców wyspy. Okrążył raz jeszcze wyspę i w ostatniej chwili zorientował się, że kończy się paliwo w śmigłowcu i czas do domu. 

Jacek obiecał sobie, że wróci tam, na pewno tam wróci i to jak najszybciej się da! 

W domu czekała na niego zmartwiona i zapłakana żona Joasia. Tak długo nie wracał a przecież był sztorm, więc pomyślała, że zaginął na morzu. Kiedy go zobaczyła, ucieszyła się ogromnie i kamień spadł jej z serca. A Jacek, nawet napić się nie chciał, tylko wziął mapę i z szaleństwem w oczach zaczął pospiesznie wyznaczać miejsce gdzie prawdopodobnie znajduje się wyspa jego marzeń. 

Potem usiadł z Joasią i opowiedział jej dokładnie to co widział. 

  • Wierzysz mi Joasiu? – zapytał. 
  • Wierzę Ci i ufam w każde twe słowo, gdyż serce masz czyste i nigdy mnie nie okłamałeś. Dobry z ciebie człowiek i wiem, że odnajdziesz tę wyspę i poznasz jej mieszkańców. Uważaj tylko, proszę, z kim dzielisz swoje marzenia i plany. Pamiętaj, że będą ludzie którzy ci nie uwierzą i tacy którzy będą próbowali wykorzystać Cię do własnych celów. Dobierz ludzi rozsądnie, aby nikt tej wspaniałej wyspy nigdy nie zniszczył. 
  • Tak też zrobię, kochana! – Powiedział Jacek. – Twoje wskazówki zawsze pomagają mi iść dobrą drogą. Zobaczysz! Zrobię wszystko, żeby odnaleźć tę wyspę i drugie tyle, żeby ją ochronić. 

Ale wyspa chroniła się już sama. Została otoczona magicznym zaklęciem na kolejne 364 dni. Bezpieczni mieszkańcy wrócili do swoich zajęć wiedząc, że nikt i nic im już nie zagraża. 

Na próżno Jacek próbował znaleźć wyspę. Z każdym dniem oddalał się bardziej i bardziej od brzegu, latał tak daleko jak tylko mógł. I prosił komu tylko ufał, o wsparcie w poszukiwaniach. Często wypływał z rybakami w morze z nadzieją, że pewnego dnia, ujrzy wyspę z marzeń na horyzoncie. 

Minął miesiąc, drugi, trzeci, skończyły się piękne dni i wakacje, nikt Jackowi już nie wierzył oprócz Joasi i nikt już nie chciał uczestniczyć w poszukiwaniach. Jacek poszarzał, posmutniał i przestał szukać na siłę, choć w sercu tliła się nadzieja, że kiedyś znowu ujrzy wyspę i wcale nie zwariował. 

Joasia postawiła na stole herbatę i ciasto, i mówi do męża:

  • Nigdy nie przestawaj marzyć. Kiedyś, w końcu wszystkie marzenia się spełnią. Pracuj nad nimi codziennie, małymi kroczkami i nieustannie przypominaj sobie po co to wszystko robisz. Czy pamiętasz jeszcze to uczucie w sercu na widok tej wyspy? Tę radość i magię? Póki tli się w sercu to uczucie póty jest nadzieja na dojście do celu. Tylko nie poddawaj się i codziennie nad nim pracuj. 
  • Dziękuję – powiedział Jacek – ciężko mi było kochanie, kiedy najbliżsi powoli przestawali mi wierzyć, kiedy bardziej się śmiali niż dopingowali. Ale teraz, dzięki tobie, że warto codziennie pracować nad marzeniami nawet kiedy nie jest łatwo, i że przede wszystkim robię to dla siebie. Wiem też, że póki serce mam czyste, pełne radości i nadziei, wszystko może się zdarzyć. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. 

Następnego dnia Jacek wypłynął na morze nałowić ryb. A było to już głęboką jesienią i dni stawały się coraz krótsze, bardziej chłodne a morze coraz gwałtowniejsze i bardziej niebezpieczne. Kiedy sieci miał już prawie pełne nagle zebrał się sztorm. Jacek ostatkiem sił szarpnął sieci na łódź i dopłynął do brzegu. Rozsypał ryby na wielkiej płachcie, zawołał Joasię i razem sortowali ryby przygotowując się tym samym na okres zimy. Nagle, Jacek aż podskoczył. Wśród rozsypanych ryb leżał niewielki człowiek. Podobny do niego ale zwyczajnie malutki. Nie większy od kilkuletniego chłopca. Joasia ostrożnie sprawdziła mu puls. Czy serce jeszcze bije. Nieznajomy człowieczek oddychał miarowo. 

  • Weźmy go prędko do domu! – powiedziała Joasia. 

Położyli go na kanapie, przykryli kocami i obserwowali całą noc. Pijąc kawę i na zmianę drzemiąc. 

Poranek dnia następnego był słoneczny i ciepły jak nigdy do tej pory w listopadzie. Pokój dzienny w którym spał przybysz był rozświetlony przez padające promienie słońca. Jacek mógłby przysiąc, że widział jak po promieniach schodzą wprost na buzię śpiącego, iskierki słońca, głaszcząc każdy jej fragment. Nagle, przez okno wpadł wiatr, przefrunął nad śpiącym, oczyścił i dosuszył mu ubranie i już go nie było. 

  • Czy ty widzisz to co ja? – rzekła Joasia – magia!! Po prostu magia albo coś dziwnego było w tej kawie. 

Na to wszystko mały człowieczek otworzył oczy, przetarł je i usiadł. Zapatrzył się w Joasię i Jacka a oczy miał wielkie i turkusowe jak ocean. 

  • Witajcie. Jestem Danny. Elf z zaczarowanej wyspy Eiri. Jak wam na imię? 

Jacek nie wiedział czy ma płakać ze wzruszenia, czy wrzeszczeć z przerażenia, ale gdy tylko otworzył usta zrobiło mu się ciepło i radośnie w sercu, uśmiech pojawił się na twarzy i kiedy spojrzał w te piękne, turkusowe, nieznajome oczy, poczuł się tak samo jak wtedy kiedy zbliżył się do tej wyspy na oceanie. Ogromna radość. Jak wtedy kiedy spotyka się dawno niewidzianego przyjaciela. 

  • Ty nas się nie boisz? – spytał Jacek. 

To była jedyna rzecz jaką mógł z siebie wydusić. 

  • Nie, ależ skąd! Umiem czytać słowa serca, a serca wasze są pełne miłości, więc wiem, że nic mi nie grozi. I mogę czuć się u was bezpiecznie. To jak macie na imię? 
  • Jestem Jacek a to moja żona Joasia. 

Wtedy Danny spojrzał na Joasię, uśmiechnął się serdecznie i powiedział:

  • Joasiu, dziękuję Wam za uratowanie życia. Czy jest coś, cokolwiek, co mógłbym dla Was zrobić? Choć jedna rzecz, o której marzycie?

Wtedy Joasia uśmiechnęła się przepięknie i mówi:

  • Dziękuję, że jesteś. Przyniosłeś nadzieję do tego domu, kiedy jej już coraz bardziej brakowało. Jacek bardzo długo poszukiwał pewnej wyspy, którą widział na oceanie w najdłuższy dzień w roku. Poświęcił mnóstwo czasu na to by ją odnaleźć. Nigdy nie przestałam wierzyć, że kiedyś uda mu się ją jeszcze raz zobaczyć. Może ty wiesz jak tam trafić, skoro jesteś elfem? 
  • Czy to prawda Jacku? Naprawę udało Ci się przedrzeć przez nawałnicę, deszcze i wiatry jakie chroniły wyspę Eiri tego dnia? Jeżeli udało Ci się przeżyć taką przygodę, to wiedz, że to mój dom. I zawsze jesteście w nim mile widziani. Wystarczy mieć dobre serce, nadzieję i głowę pełną marzeń. Mogę was tam zabrać pod jednym warunkiem. Musicie opuścić swój dom na sto lat i wtedy każde z was, wchodząc przez magiczne zaklęcie chroniące wyspę, stanie się elfem. Tak jak ja. 

Jacek i Joasia nie zastanawiali się długo. Żyli tym marzeniem od tak dawna, że nie było powodu aby właśnie teraz zrezygnować gdy są już tak blisko. 

  • Zawsze trzeba podejmować ryzyko – powiedziała Joasia. 
  • Dziękujemy za zaufanie – dodał oszołomiony Jacek, który nie mógł ze szczęścia wydusić ani słowa więcej. 

Nazajutrz, o wschodzie słońca, kiedy wszyscy jeszcze spali, Jacek, Joasia i elf Danny wsiedli na rybacką łódź i odpłynęli. Kiedy dotarli do brzegów Eiri, Danny klasnął dwa razy w dłonie i otworzył ramiona, i zanim się zorientowali, siedzieli po turecku na białej plaży wyspy Eiri. 

  • Witam w domu. Mam nadzieję, że będzie wam się tutaj dobrze żyło. Spisujcie swoje wspomnienia, bo kto wie, może kiedyś, za sto lat, będziecie chcieli się nimi podzielić z innymi? A wtedy pamięć o wyspie Eiri przetrwa w legendach, baśniach i opowieściach. I nigdy, nikt nie usunie jej z dziecięcej wyobraźni. 

I teraz też, kochane dzieciaczki, każdy z nas może przenieść się na wyspę Eiri. Wystarczy spać i o niej śnić, wystarczy dobrze czynić i nie krzywdzić drugiego, żeby mieć czyste serce jak Jacek i Joasia. A co najważniejsze być w sercu zawsze dzieckiem i nigdy nie przestać marzyć. Codziennie pracować nad tym aby się te marzenia spełniały.

Koniec.

Wystąpiły:
W roli narratora: Marta Liwak
W roli Elfa Dannego: Julia Liwak
Projekt okładki: Julia Liwak

Comunicullum 2020

Blogerka, podcasterka, samozwańcza ambasadorka radości i optymizmu. Entuzjastycznie nastawiona do życia, z głową pełną marzeń i szaloną wyobraźnią. Piszę dla Was nostalgiczne, melancholijne listy mając nadzieję, że będą miały działanie terapeutyczne. Nagrywam pełne ciepłej energii podcasty, które zmiękczają rzeczywistość. Bardzo miło mi Cię gościć w Ambasadzie Comunicullum.

komentarzy 6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *