LISTY/BLOG

Mała lekcja szczęścia.

Dublin, Ambasada Comunicullum, Maj 2020…

Kochana K. 

Zacznę od tego, że bardzo dziękuję za zaufanie i podzielnie się fragmentem swojej historii i tym jak aktualnie się czujesz. Jest mi szalenie miło, że odpisałaś.

Pierwsza rzecz jaka mi się nasunęła po twoim liście to fakt, że czujesz się nieszczęśliwa i szukasz rozwiązania. Mam rację? Jak nie to mnie popraw proszę. Drugą rzeczą jaką zrozumiałam, to czekasz aż ktoś Ci pomoże i Cię z tego wyciągnie. Może da jakiś przepis, powie co masz robić…
Kochanie niestety, muszę Cię zmartwić. Nie dam Ci przepisu na szczęście, ani nie powiem co masz robić. Ale za to z głębi serca dam Ci wskazówki. Jak w podchodach. Punkty na drodze życia którymi będziesz mogła się kierować, aby któregoś dnia powiedzieć “Czuję się szczęśliwa”.
Szczęście to jest PRACA. Codzienna praca nad zmianą, postrzeganiem siebie i świata.
Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem cebuli.
Tak, tak! Siedzisz w środku cebuli, a na tobie wszystkie warstwy składające się z przekonań, lęków, złych doświadczeń. Możesz zostać w środku. Ze strachu przed nieznanym. Ale możesz też zadbać o Siebie tak, że będzie z Ciebie piękny szczypior! I dumnie będziesz pięła się ku słońcu!
Metafora cebuli nie przemawia?
Czekaj, niech poszperam w moim osobistym katalogu metafor…
Hmm…
Poczwarka i motyl… Nie, to wszyscy znają.
Pąk i róża… Zbyt romantyczne…
I już mnie ciągnie, powiem Ci do Disneyowych happy endów, gdzie wiara w siebie i własne mocne strony zwycięża ponad wszystko,
ale nie…
Mam dla Ciebie, kochana, przygotowaną moją ulubioną, metaforę LASU.
W lesie bardzo łatwo się ukryć, bardzo łatwo zgubić i nie odnaleźć, bardzo łatwo poczuć bezpiecznie, ale można też nieustannie czuć zagrożenie i bać się uczynić nawet najmniejszy krok.
Ty się boisz. Piszesz, że wciąż się boisz i nie umiesz kroczyć pewnie. Każda decyzja napawa Cię lękiem i znikąd pomocy. Siedzisz zlękniona w krzaku, ciemno, strasznie nieprzyjemnie. W oddali widzisz oświetloną przez słońce ścieżkę. Czystą, prostą, bezpieczną… Co jakiś czas pojawiają się na niej ludzie. Uśmiechnięci, radośni, zwyczajnie szczęśliwi. Chcesz do nich, od tak dawna ich obserwujesz, ale boisz się. Wszystkiego po kolei. Co o tobie powiedzą, pomyślą, jak zareagują, czy zaakceptują…
Też tak przez chwilę miałam. Też siedziałam, w krzaku obok, zastanawiając się czy jestem wystarczająco dobra? Przecież jest tylu lepszych, o niebo lepszych.
Czy to co robię, w ogóle się komuś przyda? Tyle wiedzy i treści jest wokół, nikomu się moje, zwykłe, nie przyda.
Czy mam coś w sobie wyjątkowego? Przecież takich jak ja na pęczki.
Czy sobie poradzę, czy nie polegnę przy pierwszym zadaniu i jeszcze narobię sobie wstydu?
Czy ja w ogóle mam prawo wychodzić na tę słoneczną ścieżkę? Może to zupełnie nie jest miejsce, dla takich jak ja?
Może lepiej krzaki? Tu mnie przynajmniej nic nie zaskoczy. Tutaj jestem bezpieczna. Nie całkiem szczęśliwa, ale bezpieczna…
Tak jak Ty, siedziałam cicho w bezpiecznym krzaku własnych przekonań. I obserwowałam tych ludzi, którzy z odwagą i determinacją kroczą słoneczną ścieżką życia. 

Na początku tylko się przyglądałam. Potem coraz bardziej pragnęłam tam z nimi być. Nieśmiało wychylałam się z krzaków. Aż pewnego dnia usłyszałam: “Chodź! Czemu tam siedzisz? Tu jest tak dobrze na słońcu. Już jesteś gotowa. Nic się nie bój. Na tej drodze jest masa zakrętów ale póki wierzysz w siebie i swoją siłę, umiesz wychodzić z zakrętów obronną ręką, dasz sobie radę. Czasem się wywrócisz, ale szybko wstaniesz, otrzepiesz kurz i następnym razem weźmiesz zakręt bogatsza o to doświadczenie. Próbuj! Skąd wiesz, że twój krzak, to najbezpieczniejsze i jedyne miejsce, którego jesteś warta, jeżeli nie zaryzykowałaś żyć inaczej i być szczęśliwą?”
I się odważyłam. Po kilku takich namowach, pewnego dnia powiedziałam sobie “Już dość!”
Choć byłam szczęśliwa, wciąż czegoś mi brakowało, miałam więc dwa wyjścia.
Siedzieć w krzaku i z bezpiecznej odległości obserwować jak inni, metodą prób i błędów, pracują nad marzeniami, przyszłością i szczęściem, lub opuścić bezpieczne miejsce i pójść w ich ślady. Ścieżką czystą, przez las, ku słońcu i przygodzie. Ku radości i szczęściu. Tam gdzie wiara w siebie to diament. Autentyczność i uczciwość wspaniałą cnotą.
Ten diament mamy w środku. Im bardziej przestraszeni, im więcej złych doświadczeń i związanych z tym przekonań, tym diament nasz ma więcej warstw do oszlifowania. Ale kiedy zaryzykujesz i podejmiesz tę pracę nad sobą, krok po kroku sunąc ku słońcu, z czasem oszlifujesz go tak, że będzie promieniował, a całe jego piękno będzie widać blaskiem na Twej twarzy. Będziesz w końcu spójna. Tak silna i piękna w środku jak i na zewnątrz. Świadoma swoich mocnych stron i zalet. I już nikt nigdy nie wepchnie Cię w krzaki. Odwagi! Jesteś warta więcej niż tysiąc słów. Więcej niż wszystkie metafory. A wszystko co najpiękniejsze, znajduje się u ciebie w środku.
Kiedyś ktoś podał mi rękę, zaprosił, pokazał drogę. Teraz ja podaję Ci rękę, zapraszam nieśmiało na słoneczną ścieżkę. Bez lęku przed krytyką, przed ludźmi, przed samą sobą, przed życiem. Spróbujemy razem pokonywać zakręty… Idziesz?

Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje, z którymi i tak sama będziesz musiała się zmierzyć. Dlatego też nikt z nas nie może za Ciebie zdecydować. To musi być TWÓJ WYBÓR.

Wiesz, moja droga, jak zawsze najtrudniejszy pierwszy krok. A teraz mija u mnie dwa lata pracy nad sobą i szczęściem. Chcesz być szczęśliwa prawda? To spróbuj zacząć od siebie. Od środka. Dlaczego tak? A no dlatego, że gdziekolwiek nie pojedziesz, cokolwiek wokół siebie nie zrobisz, pamiętaj że ZABIERASZ SIEBIE ZE SOBĄ. Taką piękną myśl zaszczepiła mi moja przyjaciółka i prowadzi mnie ona jak drogowskaz przez las. Więc jeżeli nie będziesz szczęśliwa ze sobą, zawsze to do Ciebie wróci. I zawsze będziesz poszukiwała szczęścia na zewnątrz. A ono przecież dzieje się w Tobie. Tylko tak musisz je w sobie wypracować i umocnić, żeby nie bać się zmiany, ryzyka i konsekwencji. Zawsze się pojawi jakiś feler. Jakiś puzzel z dupy który nie będzie pasował do układanki. Grunt, żeby umieć go dopasować, albo zneutralizować, żeby nie psuł Ci układanki życia, kiedy tyle pracy wkładasz w to żeby być szczęśliwą. Trzeba to porządnie przemyśleć, każdą z tych decyzji. Najlepiej zapisać na kartkach, usiąść sama ze sobą. Codziennie. To działa najlepiej. Dlaczego tak? Bo przed sobą też, nie uciekniesz…

Jest trzecia nad ranem. Fakt, że mogę Ci jakoś pomóc, nie pozwala mi zasnąć. Ciepła herbata uspokaja, a myśl, że znowu moje słowa mogą na coś się przydać – uskrzydla.

Czytasz jeszcze? Szalenie mi zatem miło! Zrób sobie herbatę. Jedziemy dalej.

Każdy z twoich bliskich się o Ciebie troszczy mimo tego, że coś nie tak w Twojej układance życia. Mimo tych krzaków, z którymi nie dajesz sobie rady. Każdy gdyby mógł, to by po prostu za Ciebie rozwiązał Twój problem, żeby znowu była harmonia, balans i płatki róż.
Niestety taka postawa nic Cię nie nauczy. Warto by było samej przejść się tą drogą i wynieść z tych lekcji jak najwięcej.
Wiem z doświadczenia, że kiedy mi mówiono, z troski, co powinnam zrobić, czego/kogo unikać, nie dawało to rezultatów. Na własnych błędach człowiek uczy się NAJPILNIEJ. Bo odczuwa na własnej skórze, jak to jest. Pamiętaj też, że

“To nie tylko świat, inni ludzie, nowa miłość, fajniejsza koleżanka czynią cię szczęśliwą czy nieszczęśliwą. Ale ty i twoje myśli.”

Pomyśl, co potrzebujesz każdego dnia? Kto, lub co, zaspokaja Twoje potrzeby? Na ile to Ty robisz własnymi rękami, myślami i czynem, a ile w tym udziału ludzi którzy Cię kochają i wspierają?

Nikt o Ciebie nie zadba tak, jak ty SAMA o siebie. Pamiętaj! Tylko Ty jesteś w stanie odczuwać w sercu konsekwencje własnych wyborów. A ludzie?
Pozwól, że pomogę nam cytatem z “Małego księcia” autorstwa Antoine de Saint-Exupéry:

“A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu…”

Popatrz na całą sytuację sercem.
Czy warto ryzykować? Jeżeli warto, co najgorszego może się stać?
Dawaj się oswoić krok po kroku. Powoli.  Staraj się nie zmieniać świata gwałtownie. Żaden organizm nie lubi tąpnięć i gwałtownych, ostrych zakrętów. Stań się niezależna. Pracuj nad tym każdego dnia. Abyś Ty kiedyś mogła być podporą dla siebie i swoich najbliższych.
Nie uzależniaj swojego szczęścia i bytu od kogoś innego. Aby w razie czego móc spokojnie żyć. Po prostu podziękować, pożegnać się i dalej być sobą. A nie zniszczonym puzzlem wyrzuconym w obleśne krzaki.
Największe szczęście wg mnie, kochana, bierze się z szacunku do siebie samej. Kiedy jesteś silna, masz ogromne, wdzięczne serce, wtedy praca nad szczęściem i miłością na wieki to czysta poezja.
I zawsze spokój i szczęście odnajdziesz w sobie. To właśnie też jest DOJRZAŁOŚĆ. Wszyscy jesteśmy dorośli, ale dojrzewamy i rozwijamy się do końca życia. Każdy w swoim tempie. Żeby z dnia na dzień, poprzez SWOJE decyzje, ulepszać SWÓJ świat.
Aby mówiąc: “Jestem szczęśliwa, jestem radosna, jestem optymistycznie nastawiona do świata” czuć to każdą komórką ciała. Po prostu to czuć. To nie jest tak, że jak zmienisz miejsce zamieszkania, wszystko rzucisz w cholerę, znajdziesz księcia z bajki, to będziesz od razu szczęśliwa.
Kochana! Każdego dnia nad tym pracuj.
Proszę.
Przecież ja też odkryłam w sobie mnóstwo defektów ALE równolegle, wspaniałe mocne strony. I na nich właśnie skupiłam całą energię. Nie tak łatwo mnie teraz złamać i rzucić w przepaść. Ale to wszystko dzięki uświadomieniu sobie, że nie brałam odpowiedzialności za tu i teraz i za przyszłość. Jeżeli tylko można było zwalić winę na kogoś robiłam to błyskawicznie! To był mój ulubiony sport! Zaraz za tym jest miłość do posiadania ostatniego zdania. I całkiem nieopodal, wybielanie się na tle. I ja to wszystko przerobiłam. I efekty są w tym liście. Ale pracuję dalej! Codziennie! Tylko tym razem już wiem co chcę. Bez przerwy rozpisuję jakieś mądre pytanie. Z działu “przekonania”, z działu “asertywność” czy z działu, choćby “podsumuj miesiąc”.
Co mi to daje? Kiedy grzecznie, szczerze odpowiadam na pytania, w samotności i dla siebie, wszystko się klaruje i układa w całość. Pojawiają się rozwiązania płynące z serca i głowy. Jeżeli nie masz stwierdzonej depresji, ani choroby dekla, polecam z serca taką terapię. Terapię samej ze sobą odpowiadającą na niewygodne pytania. Niektóre pytania nadal do mnie wracają. Sytuacje też. Nie odrobiłam wychodzi na to lekcji prawidłowo. Pojawia się mnóstwo kolejnych pytań, nad którymi się zastanawiam i chcę szczerze odpowiedzieć mimo wszystko. Aby mi pomogły zrozumieć kolejny krok. Dopiero sięgam po książki i artykuły które od lat na mnie czekały. Widocznie teraz przyszedł na nie czas. Wszystko jest po coś. I ta Twoja sytuacja także.

Nic nie zmienimy siedząc, myśląc i rozpaczając.
Tu i teraz jest praca nad życiem do wykonania. Od teraz do zawsze.
U Bartka Popiela czytałam o efekcie pierwszego kubka. W skrócie, za zmywanie naczyń ciężko się zabrać. Ale jak weźmiesz do ręki pierwszy kubek to już z górki. 

Czyli zadanie na już, wziąć się w garść i walczyć.
Więc podsumowując.

To nie sytuacja zewnętrzna czyni Cię szczęśliwą lub nieszczęśliwą, ale Ty, Twoje myśli i Twoja reakcja na świat i na to co Ci się wydarza. Twoja umiejętność adaptacji i pracy nad sobą. Niezależność finansowa i niezależność twojego serca.

Piszesz, że wciąż przywołuję w listach przyjaciół. I muszę mieć ich sporo. Mam kilku, ale za to wspaniałych. Odkąd mi powiedziano, że jestem wypadkową pięciu osób z którymi spędzam najwięcej czasu, dobieram ich mądrze. Tak żeby zawsze czuć się sobą i swobodnie. Tak, żeby zawsze był ktoś kto dmuchnie mi w skrzydła jak i ja dmucham, i podniesie w razie potrzeby jak i ja podnoszę. To przyszło z czasem. Świadomość z kim moje relacje są toksyczne w OBIE zaznaczam strony, a będąc z kim po prostu swobodnie fruwam i nie boję się marzyć. Każda z tych osób jest zupełnie inna. I każda wnosi do mojego życia inne wartości. Każda inspiruje na zupełnie innym polu. Tak samo w internecie. Dobieram sobie ludzi, którzy mnie wzmacniają w dążeniu do lepszej wersji siebie. Otaczam się ludźmi, dzięki którym tworzę środowisko dla mojego szczęścia i pielęgnuję słoneczną ścieżkę w lesie życia pełnym niespodzianek i zakrętów. Od każdego biorę “coś” i tworzę własne. Serce samo wyczytuje na tym etapie co mi jest potrzebne. I czuję nieustanny głód, żeby wiedzieć więcej i móc pomagać bardziej. Ale kiedyś przecież musiałam zacząć. Wykonałam jeden maleńki krok ku wolności. Codziennie bez przerwy powtarzałam sobie: Tak! Chcę! Już się nie boję zmian! Jestem gotowa do pracy nad szczęściem, radością i optymizmem. I rozpoczęłam pracę nad tym wszystkim i jest to najpiękniejsza praca mojego życia. Każdego dnia wzmacniam to przekonanie. Każdego dnia szkolę się w tym kierunku, czytując blogi, książki, artykuły, robiąc kursy.
Każdego też dnia dzielę się tym co się nauczyłam, co wypracowałam i wdrożyłam. I pracuję nad tym, żeby kolejny dzień też był pełen szczęśliwych, radosnych i optymistycznych chwil. Idąc tą drogą mogę to przekazywać dalej, zarażać, uczyć. Dawać przykład i wspierać. Podlewać skrzydła.
A ten cały list napisany po to, abyś robiła krok po kroku. Zdecydowanie. Pracowała codziennie nad Swoim szczęściem. To od Ciebie zależy jak będzie wyglądał kolejny dzień. 

“Czy to nie zabawne,
Jak dzień po dniu nic się nie zmienia,
Jednak kiedy spojrzysz za siebie, Wszystko wygląda inaczej?”
C.S. Lewis

Podaję Ci dłoń, wyciągam z krzaków na słoneczną ścieżkę.
Pójdziesz ze mną?

Do następnego listu.
Twoja korespondencyjna przyjaciółka.
Marta. 

Blogerka, podcasterka, samozwańcza ambasadorka radości i optymizmu. Entuzjastycznie nastawiona do życia, z głową pełną marzeń i szaloną wyobraźnią. Piszę dla Was nostalgiczne, melancholijne listy mając nadzieję, że będą miały działanie terapeutyczne. Nagrywam pełne ciepłej energii podcasty, które zmiękczają rzeczywistość. Bardzo miło mi Cię gościć w Ambasadzie Comunicullum.

komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *