LISTY/BLOG

Jak dobrze, że możemy spotkać się znów…

Dublin, Ambasada Comunicullum, Kwiecień 2020…

Kochana Moja,

Jak się czujesz w chwili otrzymania tego listu? Czy jesteś szczęśliwa i zdrowa? Mam nadzieję, że tak. Przepraszam, że dopiero teraz. Czas tak szybko mija. Od ostatniego listu minęły tygodnie…

Piszesz, że tęsknisz, że słowa moje, listy moje, dodają Ci skrzydeł. Każda metafora powoduje refleksję a każde słowo dodaje otuchy.

Więc piszę…

Kolejny list.

Nie oczekuję, że od razu odpiszesz, wiem jak ciężko jest usiąść i zacząć. Wiem jak trudną sztuką jest zamienić myśli w słowa. 

Mam tak czasami, że gdy tylko zamknę oczy, moja głowa sama ze sobą się kłóci. Pojawiają się setki zdań, a kiedy zapalę lampkę aby to zapisać, większość ulatuje i zostają pojedyncze hasła. Tak też się zdarza.

Wtedy marzę, aby mieć w głowie malutkiego sekretarza, który by to wszystko spisywał kiedy zasypiam. A rano, do kawki, wysypywał te notatki w mojej głowie. A ja bym je wszystkie spisała, żeby się z tobą podzielić… 

Często myślę o tobie. Czasami dużo intensywniej i wtedy wiem, że czas do ciebie napisać. I nigdy się nie mylę. Może to znak, że ty czekasz na list ode mnie? Nazywam to “przyjacielską telepatią”.

Jak doskonale wiesz moja droga przyjaciółko, miłość do epistolografii wciąż się tli w moim sercu. Miałam zaszczyt uczyć się tej sztuki w czasach bez internetu. Wtedy każdego dnia zaglądałam do skrzynki na listy czekając aż ktoś mi odpisze. Kiedy przychodził list od ciebie otwierałam go na miejscu, przytulałam i biegłam jak szalona do pokoju aby go przeczytać po raz pierwszy. 

A potem, na spokojnie, jeszcze kilka razy i zawsze czułam niedosyt. 

W odpowiedzi, z miłości do słowa pisanego i ogromnej sympatii do Ciebie, potrafiłam pisać po kilka stron A4! Do tej pory nie wiem jak znajdowałaś czas i cierpliwość, żeby  to przeczytać. O czym można tak dużo pisać, kiedy w domu nie ma się telefonu, internetu i kablówki? Ale właśnie dzięki temu, że nie było wszystkich tych cywilizacyjnych udogodnień, w mojej głowie królowała wyobraźnia. 

Wyobraźnia! Moje ukochane słowo! Ile ja się w owym czasie  nasnułam bajek, opowieści i listów zanim to zweryfikowałam w internecie! Wyobraźnia młodej mnie nie miała granic i to było w niej najpiękniejsze. 

Niektórych nazwisk i rzeczy nie sprawdziłam w internecie do tej pory. Wolę żeby zostały w mojej pamięci takie nietknięte, jak je sobie wyobrażałam… 

Moją bazą i ukochanym miejscem powrotów była, jak wiesz, biblioteka i szkoła. To tam czerpałam pierwsze inspiracje, tworzyłam własne piękne światy, a potem przelewałam to na kartkach pamiętnika i listach do Ciebie. I na taki list warto było czekać.

Teraz świat się niecierpliwi. Kiedy nie odpiszę przez pół dnia, już się martwią, albo dopytują po kilku godzinach czy dostałam pierwszą informację. Nijak to się ma do kilkudniowego oczekiwania na list znaczkiem opatrzony.

A pamiętasz, kochana, jak tydzień czy dłużej szedł list z kolonii? Zdarzało się tak, że list dotarł kiedy ja już byłam znowu w domu…

Korespondencja to był piękny proces prawda? Uczył cierpliwości, pokory, wytrwałości, szacunku do odbiorcy i pobudzał wyobraźnię. A kiedy do listu dołączony był suszony kwiat, kartka z wakacji albo zdjęcie, wtedy miłość do listów i przyjaźń z nadawcą rosła i umacniała się. 

Jest już wieczór.

Wiosna za oknem.

Zachodzącemu słońcu towarzyszy śpiew ptaków. Cudowny koncert i świeże powietrze…

Kiedy to piszę serce mi wali i zastanawiam się czy jesteś wstanie, czytając mój list być tutaj ze mną. Słyszysz ptaki? Czujesz chłodne już powietrze? Otul się kocem, weź lampkę wina i czytaj dalej. Ten moment w czasoprzestrzeni kiedy czytając list możesz pobyć ze mną.

Jest już dwudziesta a ja dopijam ostatni łyk zimnej, popołudniowej kawy. 

Moje centrum pracy i spełniania marzeń aż kipi z weny twórczej. Gdyby myśli mogły latać wokół mojej głowy, nie widziałabym komputera. Przydałoby się wino dla uspokojenia myśli. 

Ale zabrakło… 

Zaparzę sobie zatem herbaty ze świeżo zebranej pokrzywy. Nie śmiej się, o zdrowe kichy trzeba dbać! Toż to zioło długowieczności! Przekonałam Cię? I brawo! Zawsze przecież możemy pić ją z kieliszka…

Świat się zmienia, ale moja miłość do listów nie gaśnie. Wciąż tli się nadzieja, że będziesz je czytała z taką samą radością jak kiedyś, mimo zmiany formy. Już nie poczujesz faktury papieru wyciśniętego długopisem, nie zobaczysz rozmazanego atramentu, nie odparujesz znaczka do klasera ze znaczkami. Ale wierzę w to, że listy ode mnie będą Ci sprawiały taką samą frajdę jak kiedyś. 

Skoro tak szybko, jednym kliknięciem, mój list może znaleźć się u Ciebie, będę z tego systematycznie korzystała. A mój uśpiony epistoholik nabierze znowu mocy twórczej i kształtu godnego XXI wieku.

A co! Taki chytry plan wymyśliłam! 

Mam nadzieję, że jak zwykle czujesz niedosyt, że brakuje Ci listów ode mnie tak bardzo, jak mi brakuje Twoich. To, że poświęcasz czas by do mnie napisać cenię najbardziej. Dziękuję Ci pięknie!

Do następnego listu,

Twoja korespondencyjna przyjaciółka,
Marta 

PS.1 Kocham peesy : )

PS.2 Pamiętaj, że przeprowadziłam się do internetu i mam nowy adres. Pisz śmiało na listy@comunicullum.com dzięki temu będziemy w stałym kontakcie. 

PS.3  To ostatni pees w tym liście : ) 

Buźka!
M. 

Blogerka, podcasterka, samozwańcza ambasadorka radości i optymizmu. Entuzjastycznie nastawiona do życia, z głową pełną marzeń i szaloną wyobraźnią. Piszę dla Was nostalgiczne, melancholijne listy mając nadzieję, że będą miały działanie terapeutyczne. Nagrywam pełne ciepłej energii podcasty, które zmiękczają rzeczywistość. Bardzo miło mi Cię gościć w Ambasadzie Comunicullum.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *